W związku z tym, że na rozpoczęciu sezonu z KM wygrałem weekend dla dwóch osób za największego jesiotra wraz z synem postanowiliśmy teraz spróbować swoich sił mimo fali upałów, jakie nękają nasz kraj.
Brań nie było wiele, ale pracy tak. Zbiornik jest bowiem w całości zarośnięty roślinnością, która uniemożliwia hol z pomostu. Więc pływanie, pływanie i pływanie. Brały przede wszystkim liny :-). Grzegorz na świt dostał ładnego karpia pełnołuskiego i to był niestety jedyny karp wyprawy.
W drugą noc zbudziło nas dynamiczne branie. Po długim holu podebraliśmy o dziwo nie karpia, nie jesiotra, a suma o wadze 20 kg.
To chyba nieźle, jak na zasiadkę, lecz zadaję sobie pytanie, czy łowisko karpiowe powinno tak wyglądać ? Dla mnie nie. Jeszcze wiele pracy przed gospodarzami, żeby doskoczyć poziomem do stawek, jakie proponują za dobę.



