Sami o sobie
Walczak Andrzej CTP

Nazywam sie Andrzej Walczak. Mieszkam we Wrocławiu. Wędkarstwo karpiowe to hobby, które pochłonęło mnie bez reszty. Karpiowanie jest dla mnie całym życiem. Jemu poświęcam każdą wolną chwilę. Moje łowiska, to starorzecza Odry, żwirownie w okolicy Prochowic ( dzięki Jurkowi Karabanowi ) oraz Odra, której poświęciłem ostatni rok (2002) Karpie z rzeki to wyzwanie, któremu staram sie stawić czoła. Moje motto, to doskonalić techniki połowu, okazywać szacunek przeciwnikowi (czytaj karpiowi) służyć radą i pomocą innym wędkarzom, szanować przyrodę i uczulać innych na jej piękno. Powodów, dla których wstąpiłem w szeregi CARP TEAMU jest kilka. Jeden to możliwość opcowania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, podczas naszych wypraw wędkarskich wszyscy grają do jednej bramki. Drugi to wymiana doświadczeń, co wpływa na podnoszenie poziomu, a za tym idą wędkarskie sukcesy. Trzeci to możliwość karpiowania w drużynie na imprezach karpiowych. Moja zasada, to wypuszczać wszystkie złowione karpie. Mój sprzęt; staram się udoskonalać w miarę posiadanych środków. Nowości staram się szybko wdrażać w życie. Zapraszam wszystkich miłośników wędkarstwa karpiowego do odwiedzania naszego FORUM. Niech będzie ono skarbnicą wiedzy dla nas wszystkich.
Tomek Wasilewski

Moja pasja wędkarska, narodziła się razem ze mną. Początki bywały bolesne, pełne błędów, lecz czerpałem pełną garścią płynące z nich nauczki. Zdominowanie przez „karpiomanię”, przyszło niespodziewanie. Wynikało z szacunku dla emocji, jakie ten gatunek dostarczał mi w trakcie pracy nad metodami połowu i podczas holi (nie zawsze udanych).Z powodu braku umiejętności i odpowiedniego sprzętu, duże okazy mogłem oglądać tylko oczyma wyobraźni lub w prasie wędkarskiej. Każdą wolną chwilę, jeśli już nie czynnie, to przynajmniej myślami, pożytkuję dla swojego karpiowego hobby. Z początkowego zainteresowania tą tematyką, zrodziła się wielka pasja, która pełna jest wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Pracy, której owocem jest ON, postrzegany przeze mnie nie tylko poprzez pryzmat wagi okazu, ale również dostarczanych emocji towarzyszących każdej zasiadce.
Powstanie Carp-Team’u, wywołało u mnie zainteresowanie tym Klubem. A im bardziej poznawałem tą grupę ludzi, myślących i czujących podobnie jak ja, tym bardziej było mi z nimi „po drodze”. Oby to nigdy, nie uległo zmianie!
Grzegorz Gubała

Moje początki wedkarskie wyglądały zapewne, podobnie jak w wielu tego typu przypadkach. Już jako młody chłopak pragnąłem kontaktu z przyrodą. Bliskość niewielkich zbiorników wodnych przyciągała mnie jak magnes. Poprzez kontakt z rybą, odnajdowałem w sobie resztki instyktu łowcy pozostawionego gdzieś w genach przez praprzodków. Instynktu zweryfikowanego przez współczesność, pozbawionego żądzy zaspokojenia głodu i konieczności zapewnienia bytu rodzinie. Wszystko to rozbudowywało we mnie coraz większy szacunek do przyrody i przeciwnika na drugim końcu wędki. Oczywiście nie od razu karpie czy amury zdominowały moje pragnienia wedkarskie. Jak i inni "zarażeni" wedkarstwem przechodziłem poprzez kolejne arkana wiedzy.Pierwsze większe złowione karpie, wzbudziły we mnie tą "iskierkę" od której w głębi duszy rozgorzał ogień współzawodnictwa. Współzawodnictwa z samym sobą,spełniania się jako "łowca karpiowy" w natłoku codziennych obowiązków (gdy CZAS, niepomny na moje hobby, jak złodziej, kradnie mi minutę po minucie). Jest jakieś piękno w obcowaniu sam na sam z przyrodą, które nie pozwala mi siedzieć w przytulnym zaciszu domowego ogniska. Gna mnie nad wodę. Gdzie czeka, chłód, niewygody i żmudna praca. Potem pojawia się zmęczenie, ale jakże inną przybiera formę.Jest to zmęczenie, które wręcz wzmacnia, pozwala na pokonywanie kolejnych barier na mojej drodze. Niebagatelnym stało się dla mnie również to, że trafiłem do grona kolegów, którzy rozumieją i odczuwają podobnie.Sprostać wyzwaniom,dawać dobry przykład,dzielić się swoim doświadczeniem i rozwijać wiedzę karpiową - to tylko nieliczne wyznanie tego, co przyjąłem jako swoje "credo". Może w dzisiejszych czasach, jesteśmy postrzegani jako grupa "odmieńców", ale mam nadzieję, że nasze działania, doprowadzą choćby w małej cząstce do innego spojrzenia na wędkarstwo (nie tylko karpiowe). Jeżeli te działania przyczynią się do odmiany losu choćby niewielkiej części CYPRINUS CARPIO i CTENOPHARYNGODON IDELLA, to przyszłym pokoleniom zostawiam ich ocenę. Wodom Cześć.
Jerzy Karaban

Jerzy Karaban - o sobie słów kilka:
Łowieniem karpi pasjonuję się od lat czterch. Pierwsze dwa lata to bardziej amatorskie podejście, Źle wybrane łowiska, proste zestawy, troche ryby w zamrażarce (a fe!), słowem nie ma czego wspominać. W 2001 roku wystartowałem w KPP na Mietkowie i można powiedzieć, że zaczeło się na dobre. Atmosfera zawodów, wspaniali ludzie, nowe doświadczenia - słowem "po chłopie". Rok 2002 - kontynuacja choroby (żona wysyła do specjalisty), start w trzech imprezach: KPP Tychy, Bajkał, Dębowa k/Poznania oraz wyprawiłem się, z Andrzejem i Krzyśkiem, na Dolną Odrę. "U siebie", łowię razem z Andrzejem Walczkiem (zagląda K. Dzięgała), głównie na żwirowiskach w pobliżu Legnicy i oczywiście Odra. Sezon 2002 zakończyłem, gdy termometr uparcie krzyczał - "woda 4 st.- wykąp się" lecz przy 8 st. mieliśmy jeszcze brania i były spławy. SUKCESY: oprócz urlopu nad morzem, wszystkie weekendy z kijami. - nie zrobione, spadające kafelki w kuchni.
Dariusz Kupś

Karp magiczne słowo niektórzy twierdzą że to choroba ,
więc tak, jestem chory , ta choroba nazywa się KARPIARZ. Jakie są objawy, długo można gadać ale jedną można wymienić ZŁÓW -FOTO -I WYPUŚĆ niech rośnie, niech cieszy oko jak odpływa. Całe moje życie dostosowałem do mojego hobby, najpierw delikatnie przyzwyczajałem moją wspaniałą żonę na moje kilku dniowe wypady, zakup samochodu, ubiór, styl życia a nawet prace dopasowałem do tej nie uleczalnej choroby. Ciesze się, że istnieje ten klub zawsze możemy się spotkać nad wodą pogadać, wypić piwko w Szczecinie a czasami we Wrocławiu i w innych zakątkach naszego kraju. Mieszkam w Szczecinie jestem stałym bywalcem na Odrze a i jezior u nas nie brakuje . Moje rekordowe karpie mają dwójkę z przodu pora na trzydziestkę MARZENIA.
Pozdrowienia Darek Kupś
Piotr Marczewski

Dlaczego właśnie karp ?. Sam często sobie zadaje to pytanie. Przede wszystkim dlatego, że łowienie go ma coś w sobie wspólnego z prawdziwym polowaniem. Tropienie, obserwowanie, wabienie i na końcu, zwięczające nasze trudy i znoje, złowienie go. Dlatego również, że każda zasiadka jest niepowtrzalna, nawet w tym samym łowisku nigdy nie ma takiego samego scenariusza, a nie mówiąc już o podróżowaniu w celu łowienia tylko tego jednego gatunku. Łowiąc wcześniej ryby innego gatunku, nigdy nie wywierał na mnie takiego wrażenia widok spławiającego się np. leszcza, choćby był największy. Tu sprawa też ma się zupełnie inaczej. Każde spławienie, zawirowanie wody, zarówno w pobliżu łowiska, jak i w większej od niego odległości zmusza do myślenia. Co jest nie tak ? Dlaczego nie podchodzi do przynęty ? itp. itd. No i w końcu ten jeden moment, tak różny prawie za każdym razem. Muzyka chyba dla mnie najmilsza. Pisk sygnalizatora oznajmiający, że moje postępowanie było właściwe. Zapowiadający także duże wrażenia podczas mającego nastąpić holu. Często wybudzający nas ze snu, powodujący natychmiastowy wzrost adrenaliny. Piękna w tym wszystkim jest także możliwość ciągłego obcowania z przyrodą, niezakłóconego wpatrywaniem się w huśtające się na wodzie spławiki, czy też podrygującą nad wodą szczytówkę pickera. Jednak chyba najpiękniejsze jest "podanie sobie rąk" po zakończonej rywalizacji i rozejście się w swoje strony. Wędkarstwo traktuję wyłącznie jako sport gdzie obu rywalizujących ze sobą zawodników schodzi z areny bez uszczerbku dla zdrowia i życia, tak więc po każdej wygranej z rybą walcę "podaję jej rękę" i wypuszczam do wody. Szkoda tylko, że wygrywający karp nie podpływa "podać ręki".
Wszystkim osobom odwiedzającym nasze strony życzę w przysłym i wszystkich następnych sezonach wiele wspaniałych przeżyć nad wodą, aby jak najczęściej wracali do domu po udanej walce i nie ciągneli za sobą zbroczonego krwią przeciwnika.
Piotr Marczewski.
Marcin Borowik

Na poważnie zaczęło się po połowie lat 90, choć nie były to pierwsze próby sił w połowie karpi. Mimo, iż ryba ta fascynowała mnie zawsze, coś stało na przeszkodzie aby skutecznie ją łowić. Tym czymś była niecierpliwość. Zbyt długie oczekiwanie na branie było zawsze antymotywacją. W końcu coś pękło. Zrodziła się niechęć do wpatrywania się w spławik czy drgającą szczytówkę. Łowienie karpi ma w sobie coś czego nie zamienił bym na nic innego, cała otoczka temu towarzysząca: poszukiwanie łowiska, obserwacja wody, zwieńczona sukcesem daje mi osobiście bardzo dużą frajdę. Nie wiem czy nie jeszcze większą daje zwrócenie złowionej rybie wolności. Przez ostatnie 2 sezony trochę sie zmieniło w moim życiu za sprawą narodzin syna, ale sezon 2006 przyniósł mi w końcu upragnioną 2 na początku.
Krzysztof Dzięgała

Moja przygoda z wędkowaniem rozpoczęła się 25lat temu.W miarę upływu czasu moje wędkowanie cały czas ewoluowało, zaczynając od najprostrzej spławikówki poprzez odległościówkę,tyczkę, drgającą szczytówkę, kończąc na karpiowaniu.To właąnie na federy złowiłem swoje pierwsze karpie.Ryba ta (karp) do tego stopnia mnie zafascynowała, że postanowiłem całkowicie poświęcić się jej połowom.Karpiowanie jest w chwili obecnej moim "panaceum" na życie.To ono pozwala mi na czyste obcowanie z przyrodą.Uspokaja mnie i pozmaga oderwać się od problemów dnia codziennego.Moim celem jest, pobicie swojego dotychczasowego rekordu oraz propagowanie tej, niewątpliwie najprzyjemniejszej, metody wędkowania. Realizuję to,poprzez własny przykład i działalność w klubie CT. Pozdrawiam serdecznie wszystkich karpio-maniaków i życzę spełnienia "Najpiękniejszych Snów o Wielkiej Rekordowej Rybie".
Sławek Żak
Grudzień Stanisław
Landwójtowicz Mariusz

Witam-nazywam się Mariusz Landwójtowicz, mieszkam w Lubinie (woj. Dolnośląskie). Pracuje na dole w kopalni, znak zodiaku-RYBY. Pierwszy raz pojechałem na ryby w wieku 8 lat i od tamtej pory nikt mnie z tego nie wyleczył, nawet moja żona ( a próbowała ). Legalnie, czyli jako członek PZW łowie od 1979 r.lecz gdy około sześciu lat temu dopadł mnie wirus karpiowania, to już dla mnie nie ma żadnego antidotum na tą przypadłość. Teren na którym mieszkam oprócz Odry i paru większych dołków nie nastrajają optymistycznie, jeśli chodzi o bliskość do wód typowo karpiowych. Dlatego satysfakcja z każdego złowionego cyprinusa jest tym większa i jest uwieńczeniem tego całego trudu włożonego w przygotowanie i utrzymanie łowisk, które są oddalone odemnie niejednokrotnie w znacznej odległości. Chciałbym z tego miejsca podziękować mojemu koledze i przyjacielowi, Jurkowi Karabanowi za dziesiątki godzin spędzonych wspólnie nad wodami w słońcu, deszczu i pod gwiazdami. Wstąpienie do CPT było moim marzeniem, które teraz się spełniło. Chciałbym podziękować całemu teamowi za zaufanie jakim mnie obdarzyło, a ja ze swej strony zapewniam, że godnie będe reprezentował klub po wieki, wieków amen. Pozdrawiam !! Mariusz.
Zbyszek Polak

Witajcie! Nazywam się Zbyszek Polak. Mieszkam w miejscowości Rajsko k. Oświęcimia. Wędkarstwem pasjonuję się już… 36 lat (już w wieku 10 lat miałem młodzieżową kartę wędkarską i należałem do koła „Chemik”, w którym to etyki wędkarskiej i szacunku dla przyrody uczyłem się od najlepszych wędkarzy). Poprzez sportowe wędkarstwo spławikowe, spinning, wędkarstwo gruntowe ewoluowałem aż… do karpiowania i zasady No-kill. Dzięki swojemu uporowi i chęci zdobycia doświadczenia zostałem nieuleczalnie chorym na karpiowanie. Mówi się, że droga i woda uczy pokory… lubię takie lekcje; ponieważ nie można powiedzieć o wodzie i oczywiście o karpiszonach, że wie się już wszystko. Zawsze potrafią nas czymś zaskoczyć i zadziwić – to jest piękne, zmusza nas to do działania i myślenia. Lubię poznawać nowe wody i ich prawa, nie wytrzymałbym łowiąc w jednym miejscu! Podczas takich wypraw poznałem wielu wspaniałych przyjaciół – karpiarzy.
Nie sposób tu nie wspomnieć o Andrzeju Walczaku, Tomku Wasilewskim czy też o Sławku Żaku – koledze i przyjacielu z mojej drużyny wędkarskiej – razem jeździmy na zawody i spotkania klubowe.
I właśnie na zawodach na „Wygoninie” o Srebrny Hak Karp Maxa zostałem przyjęty w poczet członków Klubu Karpiowego Carp Team Poland – uważam to za zaszczyt i największe swoje osiągnięcie! Dziękuję koledzy!
Krzysztof Charmuszko
Robert Księżopolski
Wegnerski Piotr
Marcin Ebert

Moja przygoda z Karpiami zaczęła się , gdy pierwszy raz z Moim wujkiem w 2000 roku pojechałem na stawy w Jarosławkach .Od tamtego czasu stopniowo zacząłem się utożsamiać z tym odłmem wędkarstwa . Jestem tak zwanym samoukiem .
Jednym słowem pierwsze zestawy , czy przepony wiązalem i tworzyłem tzw. metoda prób i błedów .
Gdy juz łowienie na komercii przestalo stwarzac Mi przyjemność zaczelem
lowic na dzikich wodach .
Kiedy poznalem na kanale Dolnej Odry wspanialego i znanego karpiarza , a zarazem jak sie pozniej okazalo dobrego kolege - Dariusza Kupśa ,nie przypuszczalem , ze spotka mnie zaszczyt reprezentowania Carp Teamu.
Jestem dumny z tego , ze zostalem wyrozniony spośród tysiecy innych
Karpiarzy .
Jak kazdy czlonek tego Teamu propaguje zasade ''NO KILL'' , poniewaz
doszlismy z kolega Darkiem do wniosku , iz nie wazny jest gatunek , ani
waga ryby , lecz gdy jedziemy na zasiadke karpiowa KAZDA zlowiona przez nas
ryba powinna dostac''buzi'' i wrocic do wody.
Na koniec opisu mojej osoby dodam , ze kazdy z nas kierujacy sie tymi
wartosciami przyczyni sie do ochrony wielu gatunków ryb zamieszkujacych
nasze wody.
Do zobaczenia nad woda .
Jerzy Zadara

Mieszkając 100 m od Wisły w Tyńcu, nie wyobrażałem sobie lepszej zabawy niż wędkowanie z chłopakami z paczki. Miałem wtedy 10 lat. Teraz mając 32 lata, wygląda to prawie tak samo, czyli czerpie z tego niewyobrażalną przyjemność ale traktuje to bardziej poważniej. Do każdych zawodów lub wyjazdów przygotowuje się bardzo dokładnie i skrupulatnie. Lubie przemyśleć i przygotować sobie taktykę dużo wcześniej.
Na dobre wędkarstwo karpiowe zacząłem uprawiać na wodach równiez niedaleko miejsca zamieszkania, ale w całkiem innym kraju. Do dnia dzisiejszego czerpie z tego niebywałą satysfakcje. Poznaje wspaniałych i interesujących ludzi, którzy posiadają to samo motto życiowe co ja. Szacunek dla przyrody i szacunek miedzy ludzki.
Zgadzam się, ze wędkarstwo karpiowe jest jak choroba. Raz na jakiś czas trzeba wziąć lekarstwo, spakować sprzęt i nad wodę.
Pozdrawiam Jerzy Zadara.
Przemysław Pacan